Jump to content

USAF - Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych


Jak nauczysz się wciągać przeciwnika w swoje gry to będziesz mógł powiedzieć czy D13 jest problemem. Jednak kiedy leciałem swoim Hurricane mk I nie był...

O właśnie, jak nadciągającego energy fightera wciągnąć? Czytałem o leceniu prostopadle do niego i w ostatniej chwili skręceniu w jego kierunku, aby jak przeleci, to zawrócił szybko. Jak przeleci i wzbije się znowu (co powinien zrobić zresztą), to trzeba dalej tak kombinować. Próbowałem kilka razy czegoś takiego, ale skończyło się dziurą w skrzydle ;) Położenie na skrzydło i nurkowanie też jako tako działa, ale i tak często źle się kończy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hoggypare: Problem aliantów, to to, że ich samoloty nie wybaczają błędów jeśli przeciwnik jest w pobliżu. Bf ma taką regenerację energii, że nie jest dużym problemem podłożyć się komuś energią jeśli trzymasz 3-4 km odległości.

 

IQ ma znaczenie, grając Hurricane nie mam wiekszego problemu z walczeniem z wrogiem, póki mój team nie da dupy kompletnie, i nie muszę walczyć z 10 przeciwnikami... Nie mówię, że u niemców jest wyższe, ale jeśli pamietasz, kiedy wprowadzali HB niemcy w AB nie mieli praktycznie czego szukać, więc poszli grać w HB - nauczyli się, a teraz są wyzwaniem połączeni z Bf'em - najlepszym IMHO myśliwcem II WŚ, z jego tolerancją błędu, każdy średniak w Bfie jest jak Pros w Spicie.


kotowate: nie ma rad uniwersalnych. Jest złota zasada, żeby cały czas analizować. Dośawiadczenie może być kluczem, albo ostatnim gwoździem do trumny. Zależy przeciw komu lecisz, jaka jest sytuacja i jakie masz doświadczenia. Ćwiczenie z jednym graczem to też nic dobrego, wyrobisz sobie rozwiązania do podobnych sytuacji, które zawiodą prędzej czy później, więc stwierdzisz, że za mało ćwiczysz, i będziesz w błednym kole głupiego rozwiązania. Na klawiaturze robi się wszelkie manwery w walce przynajmniej wg mnie bo to daje lepszą wydajność manewru. Oczywiście grając aliantami nigdy nie strzelam spoza 300m, a spoza 200 jeśli nie BnZmuję albo nie lecę na head-on (to nie jest dobre ale czasem się nie uniknie)

 

Co do trudności wygrywania konkretnymi nacjami - jeśli alianci nie potrafią latac, prędzej niż póź niej kończysz z 3 przeciwnikami na tyłku, a jak grasz z niemcami to oni wymiatają cieniasów i jest luzik. Gra się łatwiej niemcami oczywiście, bo alianci nie potrafia latać.

 

Jeśli chcesz podeślij mi jakieś video a się wypowiem, może nawet załóż temat, w tym stylu, mistrzem gry nie jestem ale widzę co ktoś robi źle, jeśli to aż po oczach boli. :)

 

Miałem gdzieś taki post gdzie pisałem jak wciągnąc wroga w TnB... To tylko jeden ze sposobów, najłatwiejszy i w miarę uniwersalny, przeciw BnZ. Ale napiszę raz jeszcze.

 

Wciąganie przeciwnika z przewagą energii w walkę kołową:

Na samym początku trzeba wiedzieć gdzie jest przeciwnik, ile go jest i znać jego zalety, a najlepiej pilota - wtedy wiemy jak długo będzie trzeba mu umykać, żeby się poddał. Jeśli wiemy gdzie sa przeciwnicy, musimy minimalizować przewagę energii, więc

  1. jeśli przeciwnik jest poza 3km odległości od nas, oddalamy się wznosząc z prędkością pozwalającą na manewry bez znacznej straty predkości (200-300km/h IAS)
  2. kiedy się zbliży poniżej tych 3 km, ciągle wspinając się, już pod mniejszym kątem, aby nabrac jeszcze prędkości, odwaracamy się do niego bokiem, tak aby ciągle trochę się oddalać
  3. kiedy atakuje i jest w odległości poniżej 1.2-1 km musimy zacząć robić gwałtowny zwrot w jego kierunku, łącząc go z płytkim nurkowaniem (<10 stopni) dla przyspieszenia manewru
  4. kiedy miniemy oś ataku a przeciwnik jest poniżej 0.9-0.7km odległości, zaczynamy skrecać w drugą stronę, by kolejny raz przeciąć oś ataku pod kątem najlepiej koło 20-30 stopni licząc na płaczszyźnie rzutu z góry
  5. kiedy przeleci obok/nad/pod  wracamy do punktu 1 i powtarzamy aż zrezygnuje, wyrównamy poziom energii lub zmieni cel ataku.
  6. kiedy wciągnie się w walkę kołową, albo wyrówany jego poziom energii niszcyzmy go grając według swoich mocnych ston
  7. jeśli ucieka lub zmienia obiekt ataku, czekamy aż będzie wracał na wysokość po ataku i tam atakujemy go (najwolniejszy cel = najłatwiejszy cel)

Ogólnie metoda jest prosta - im coś ma mocniejsze uzbrojenie tym wcześniej trzeba unikać, bo może zacząć strzelać z dalszej odległości, cały manewr polega na tym, że reagujący przeciwnik, musi dosotowywać swój atak do naszego manewru, co sprawia, że najpierw powinien lecieć 'na plecach' potem na którymś boku, by w końcu zmienić bok na przeciwny, szybko obrócić się spowrotem na plecy i modlic się, by roll rate było wystarczająco dobre, by przy około 10 sekundach zdążyć to wszystko zrobić. Stąd, jeśli samolot przeciwnika ma doskonały roll rate (Fw) i przeciwnik zna manewr, i robi swoje ruchy równo z naszymi (przewiduje albo je zna) to manewr musi być opóźniony do maksimum, bądź ze zmienionym finałem.

 

To nie jest jakaś metoda urywająca dupę, tylko pokazująca że się da. Jeśli wróg ją zna, wie co się robi, nie zadziała jesli pilot nie dołoży swojego doświadczenia i szczęścia, ale w końcu, przeciwnik ma przewagę energii i pewnie tieru, czego się spodziewałeś? :)

 

Wygrana czy przegrana, gratulacje dla Hurricane który straca samotnie D13 na wysokości 6km są przyjemne, i warte choćby i 5 porażek w takiej samej sytuacji. Zresztą, samo dobre unikanie kilku/nastu ataków daje ogrom satysfakcji (przynajmniej mnie, ale to może jest mój fetysz obrońcy :P)

 

E: samolot lecący 300km/h to samolot lecący jakieś 80m/s, powinno pomóc przy ocenianiu gdzie mierzyć. 

  • Upvote 4
medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem gdzieś taki post gdzie pisałem jak wciągnąc wroga w TnB... To tylko jeden ze sposobów, najłatwiejszy i w miarę uniwersalny, przeciw BnZ. Ale napiszę raz jeszcze. 

 

Tak, to mnie tego uczyłeś :salute:

A wracając do reszty to się oczywiście zgadzam. Choć nazwanie jakiegokolwiek myśliwca najlepszym jest dość kontrowersyjne, to na pewno Bf ma wiele aspektów w których przeważa alianckie odpowiedniki. Obecny problem to, że w zasadzie we wszystkim (nawet w TnB może, jeśli lata się bez instruktora - nie dotyczy F2A i Hurricane), co już prawdą nie jest, stąd zasłużony fix dla aliantów. Jedyna szansa dla aliantów obecnie to posiadanie całkowitej przewagi w energii, którą ich samoloty zyskują bardzo powoli.
Przekrój graczy to nadal tylko dodatek. Nawet jeśli statystyczny Aliant ma w mózgu kolorowe obłoczki, a statystyczny Niemiec ma to żeby się do nich piąć, PIĄĆ, PIĄĆ!!! to i tak kluczem jest dysproporcja sprzętu.
 

Co do Hurricane mk. I, to chyba obecnie najprzyjemniejszy w lataniu brytyjski samolot będąc szczerym. Nie cierpi tak od matchmakingu, a sprawuje się niezwykle solidnie.

  • Upvote 2
medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie jeśli myśliwiec robi z przeciętniaka dobrego gracza to jest on najlepszy. Wybaczanie błędów kiedy się na tej cesze nie polega to doskonała cecha, jakby dodatkowe życie przy wyrzuceniu kostką sześcienną 4+ :P

 

Nieraz mi to ratowało wirtualne życie i pewnie nieraz uratuje, choć Bfy wg statystyk nie są moimi najlepszymi samolotami (F2A, F4F, Ki43, A6M2-N) to najprzyjemniej się nimi lata i czuję się w nich najpewniej.

 

Hurricane jakby to nie zabrzmiało, mimo 4 lvl już mam lepszy samolot (Spit mk I) ale jakoś mam sensytment do tego samolotu, i za jego główną zaletę uważam, że potrafi w przeciwieństwie do Spita dostać w pysk, wstać i jeszcze oddać.

medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

hehe a w rzeczywistości Bf były bardzo mało n00b friendly.
Nic dziwnego, że najlepiej Ci się nimi lata. Po prostu są one najlepiej dopracowane jeśli chodzi o FM i uzbrojenie. Ja też czasem w chwilach frustracji wylatuje Bf109E i wtedy rzeczywiście czuć, że się ma silnik. Najgorzej jeśli chodzi o Brytoli to Spitfire Vb - jego śmigło jest chyba na pedały, a w realu była to odpowiedź i to udana na świetnego Bf109F.

A co do Hurricane no cóż, racja w każdym calu. 
 

  • Upvote 1
medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właściwie to właśnie odwrotnie F był odpowiedzią na V który był odpowiedzią na E. I nie miał startu do F.

 

Ale zostawiając już historię, może to faktycznie tylko problem FMów.

medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właściwie to właśnie odwrotnie F był odpowiedzią na V który był odpowiedzią na E. I nie miał startu do F.


A to pardon. Ostatni raz interesowałem się szerzej sprzętem II WŚ w Gimnazjum i od tamtego czasu zainteresowania historyczne mi się mocno zmieniły.
Zapewne więc masz rację.

medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety to prawda. Na HB najlepsi piloci są na niemcach i japończykach a najgorsi na sowietach i amerykanach. Oczywiście uśredniając bo zdarzają się wyjątki. Szczególnie grając USA miałem kilka przykrych sytuacji, np. mając 109 na ogonie wezwałem pomoc, ucieszyłem się bo podleciał sojuszniczy Hellcat. Niestety koleś nie zamierzał mi pomóc popatrzył sobie i odleciał, pewnie dalej cele naziemne bić, a mnie mimo że miałem już 3 zestrzelenia niestety niemiec rozwalił. 

medal medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

_the_V dzięki za wskazówki :D

 

Pograłem teraz trochę i jednego przeciwnika praktycznie bez problemu mogę wkręcić w walkę kołową. Już nawet udaje mi się pierwsze starcie, gdzie gość nawala we mnie, przeżyć na ogół i dosyć często uniknąć jakiegokolwiek trafienia (choć szkoda, że bez pedałów, bo wtedy bym poszedł na czołówkę z odchyleniem). Z jedną 109tką nie mam problemu, chyba że wcześniej byłem uszkodzony, a gość ucieka. Z jedną 190tką też w miarę ok jest, ale bez szału (choć jedno z wspomnień z dzisiaj to jedno trafienie jego, które mi rozwaliło od razu silnik :( ). Z dwoma-trzema jeśli ktoś inny jest w okolicy, to udaje się związać ich walką i wtedy jednego wziąć i przynajmniej odstraszyć. Ale jak jestem sam, to już sprawa pogrzebana. Ale sam się w taką sytuację władowałem ;)

 

Za to - niemieccy piloci w walce w zwarciu 1v1 są na ogół beznadziejni. Do płaskich nożyc nie zwalniają, jak się robi rolling, to nie wiedzą, co z tym zrobić. Potrafią będąc kilkaset metrów niżej, zajść od dołu i oczywiście bez wyprzedzenia, co kończy się wyładowaniem ołowiu w niebo. Rzadko który po prostu odlatuje, nabiera dystansu, wysokości i wraca. Większość wdaje się faktycznie od razu w walkę kołową i (1v1) prosto jest ich wymanewrować. Potem tylko mam problem z dogonieniem ich albo dobiciem na czas, zanim kumple jego nie przylecą (efektem, na dzisiejsze 8 bitew jedno zestrzelenie :/), ale potrafią zamiast uciekać prosto, latać na boki. Tylko chyba do walki z 109tkami ustawię sobie odległość większą, na 300m. Albo... jakieś sugestie odnośnie kuszenia przeciwnika? Mój pomysł (którego nie realizowałem jeszcze) to dać mu spokój i prostopadle do niego lecieć. Jak wróci, to zacząć od nowa, a jak nie, to sobie dać spokój.

 

No i Hurricanem polatam sobie, skoro tak zachwalacie :) Bardziej wytrzymały był i chyba bardziej do bombowców przechwytywania, ale przy TnB mniejsza prędkość, to może i lepiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm, jak tak, proszę bardzo, grinduj amerykanów przy obecnej grze przeciwko luftwaffe, żmudne grindowanie dzidowskimi samolotami oprócz corsaira.

(Tak poza tym, to, że bardzo często miałem po 3 zestrzelenia na historyku w P-38 świadczy o skillu waszych graczy :secret: )

Bo u amerykanów grinduje sie B-25 mam nadzieje też ze dadzą i dla niego FM i nie będzie wpadał w korkociągi.

medal medal medal medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko chyba do walki z 109tkami ustawię sobie odległość większą, na 300m.

Albo... jakieś sugestie odnośnie kuszenia przeciwnika? Mój pomysł (którego nie realizowałem jeszcze) to dać mu spokój i prostopadle do niego lecieć. Jak wróci, to zacząć od nowa, a jak nie, to sobie dać spokój.

 

No ja też czasami mam takie dylematy na jaki zasięg ustawić zbieżność. Standardowo mam na 250m , jak nie zapominam to w spicie niskiego tieru ustawiam na 200m [choć to i tak za dużo i powinno być ze 150]. Znowu w takim Korsarzu wydaje mi się że 350m to i tak mało i z chęcią bym ustawił 400-450 ale znowu tracę wtedy na mocy działek jak podlecę bliżej.

 

Japko albo Frelka używa do kuszenia dymu. Ma ustawiony biały i jak chce kogoś podpuścić to odpala. Na ogół działa, bo wróg myśli że już jest postrzelany i będzie go łatwo dobić. Sam tego nie używam, bo uważam ten dym za jakieś nieporozumienie.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kotowate: Ciężko grać przeciw jednemu nawet bez przeewagi energii, a co dopiero trzem. Jeśli grasz przeciw trzem, to moim zdaniem jeśli nie są tak konserwtywni odnośnie BnZ po prostu skręcać jak najmocniej się da przy lekkim wznoszeniu. Kiedyś na pułapie gleby odganiałem się tak od 7 Bfów swoim Hurricanem dobrą minutę, uszkodziłem ze 4 i 2 mało nie ubiłem. Zginąłem zabity przez pojedynczy strzał G6 (podpalenie, zero kontroli, skrzydło w drzewo i adios muchachos)

 

Szczerze powiedziawszy sam nie zwalniam ani nie wkręcam się w nożyce, chyba, że mam gorszy samolot i przeciwnik ma przewagę, dla mnie Bf bez prędkości jest wart mniej niż CR42.

 

Hurricane nie boję się nawet grać kasztana na ogonie wrogiego szybkiego bombowca, Spitem nnie atakuje nic co ma więcej jak 2 silniki. No i Hurricane ze względu na to, że popełniam sporo błędów jest dla mnie lepszym samolotem, potrafi latać nawet poważnie uszkodzony jeśli się go nie podpali.

 

Stona: Ja traktuję te małokalibrowe karabinki jak shotguna, im bliżej tym lepiej, a że rzadko kiedy uda mi się podlecieć bliżej niż 100m, a najczęściej walę na 250-150, to mam ustawioną zbieżność na 200, nvm czy 7.9 czy .50cal - podlatujesz, jedna seria, często bardzo krótka i wróg zbiera części do kuferka na glebie.

 

Też wpadłem, że pojedynczy dym z kadłuba na niskich odległościach ma efekt jakby się dymił samolot, ale nigdy w praktyce nie używam. Zazwyczaj nawet grając A6M2 przeciwnik widzi mnie tuż przed atakiem, albo w ogóle... Niemcy wybiły na mnie piętno sokoła :P

  • Upvote 1
medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki panowie :)

 

W spicie do wybijania kogoś, kto się nie rozgląda i goni bombowce super jest 150m i akurat na tej odległości seria z karabinów rozszarpuje w drobny mak.

 

Spitem zbyt często rzucam się na bombowce i ciężkie myśliwce dwusilnikowe, co jeszcze jest ok, gdy jest jeden, bo siekam go prostopadle przecinając jego tor lotu, ale jak są dwa kręcące się w kółko, to muszę dawać sobie spokój, bo jak dotąd kończyło to się pozdrowieniami od strzelca tylnego z któregoś z samolotów :/

 

Dym widziałem, ale póki nie widzę, aby gość się palił albo nie mam pewności, że ma uszkodzone skrzydła, to nie odpuszczam. Kiedyś odpuściłem (a chyba się nawet palił albo tylko dymił porządnie), aby odgonić drugiego Bf109, a potem poleciałem pomóc bombowcowi, to tamten uszkodzony wrócił i mnie dobił. A mogłem się rozejrzeć i odpowiednio wcześniej zareagować.

 

Walka z więcej niż 1 jest ciężka, gdy choćby jeden sieka jak sokół. I faktycznie zamiast próbować zgubić ogon, czasami lepiej jest po prostu kręcić się w kółko - wtedy ten mniej zwrotny w końcu wypadnie poza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I jeszcze jedna rzecz, którą zacząłem robić. Gdy gość na mnie leci, to staram się do niego ustawić prostopadle (kierunek lotu) i prosto do niego jednym skrzydłem, aby trudniej mu było w nie trafić. Działa, choć nie kontroluję do końca tego położenia na skrzydło i czasami coś zahaczy, ale mniej niż jakbym pokazywał mu oba jak na tacy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja jak ktoś na mnie leci [lol, jak to brzmi] od frontu, to wyczekuję do ok 1,5km i daję nura. 99% przelatuje nade mną nie trafiając nawet jednym pociskiem.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja jak ktoś na mnie leci [lol, jak to brzmi] od frontu, to wyczekuję do ok 1,5km i daję nura. 99% przelatuje nade mną nie trafiając nawet jednym pociskiem.

Puszczam serię z G6, na 0,9-0,8 w dól/ ew gdzieś indziej... działa w 95% przypadków.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Puszczam serię z G6, na 0,9-0,8 w dól/ ew gdzieś indziej... działa w 95% przypadków.

 

Nie trafisz kogoś, to zaczął nurkować szybciej. Czas wtedy nie zwalnia, cały czas lecimy na siebie [ lol ] więc jak jesteś 0,9 to ja już jestem dużo bliżej ale też dużo niżej pod Tobą, więc musiałbyś bardzo srogo kierować się na dół, a tego raczej samolotem nie zrobisz bez obrócenia się na plecy.

Ciężko to wytłumaczyć, jak się leci to to czuć.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie trafisz kogoś, to zaczął nurkować szybciej. Czas wtedy nie zwalnia, cały czas lecimy na siebie [ lol ] więc jak jesteś 0,9 to ja już jestem dużo bliżej ale też dużo niżej pod Tobą, więc musiałbyś bardzo srogo kierować się na dół, a tego raczej samolotem nie zrobisz bez obrócenia się na plecy.

Ciężko to wytłumaczyć, jak się leci to to czuć.

Albo ja źle sformułowałem zdanie, albo Ty nie zrozumiałeś:P

Chodziło mi o to, że zaczynam strzelać lekko nad gościem już na 1,2km, na 0,8km nurkuję, a gośc zazwyczaj płonie... no i siłą rzeczy też nurkuje...
No ale tak jak napisałeś, ciężko to wytłumaczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, ogarniam. Myślałem że odnosisz się dokładnie do tego mojego przykładu.

Tak czy siak h2h to chora sytuacja. Kiedyś chciałem się w to pobawić używając stealth'ów i strzelając z większej odległości. Teoretycznie na wszystkim co ma działka w nosie powinno się wtedy kosić elegancko.

Strzelasz zanim jeszcze przeciwnik otworzy ogień, on nie widzi że strzelasz i nie robi uniku. No ale nie do końca tak to działało ;)

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie bez sensu atakować coś z najsilniejszej strony (chyba że mówimy o bombowcach jak blenheim) więc zwyczajnie jeśli nei zmusi mnie sytuacja tego nie robię. H2H jest dobry tylko jeśli pilot wykonujący go wie co robi, ma lepiej uzbrojony i wytrzymalszy samolot.

 

Ale i tak bym go unikał jak ognia.

  • Upvote 1
medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hurricane jakby to nie zabrzmiało, mimo 4 lvl już mam lepszy samolot (Spit mk I) ale jakoś mam sensytment do tego samolotu, i za jego główną zaletę uważam, że potrafi w przeciwieństwie do Spita dostać w pysk, wstać i jeszcze oddać.

 

Nie potrafi, amen alleluja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żeby zbalansować HB wystarczy zrobić jedną rzecz: nauczyć aliantów latać.

 

Koszenie trawy skrzydłami jest tak debilne, że głupsze jest tylko taranowanie swoich sojuszników. Jak kampienie w FPS-ie, jedyne co można z tego miejsca to się bronić, a i to nie za dobrze, bo nie masz rezerwy wysokości wystarczającej na split-s. (abstrachuje już, alianci nie wiedzą co to ACM, a co dopiero split-s)

 

Ale wracając do rozmowy, zamiast mazgaić się na forum zacznijcie grać i pytac ludzi jak grać danymi samolotami, bo mazgajenie się nie przynosi nic więcej poza tym, że grając niemcem, nawet MC200 mam już przewagę psychiczną nad dowolnym brytolem - w końcu oni poza płaczem nic nie potrafią...

 

Dywagacja:

Inną sprawą jest to, czy te osoby sa tylko ciotami w grze czy i w życiu, a jeśli i w życiu, to ciekawi mnie i chciałbym poznać odpowiedź, co robią kiedy przykładowo nie zaliczają klasówki, nie idzie im w pracy, czy ich dziewczyna marzeń daje im kosza. Z tego co w grze widać to pewnie próby smobójcze i płacz że boga nie ma, bo im znowu w życiu nie wyszło...

Hmm... Moja dywagacja.

Zrównoważenie nie jest możliwe, bowiem niektórzy latają z pomocą, a niektórzy uczą się (czasami miernie) na własnych błędach. Na polskim czacie czytam często: 5 fragów:D, pobiłem swój rekord - 6 na jednym magazynku. Rzucam nieco nudnym pewnie pytaniem, myszką? Odpowiedź chyba jest znana. Ostatnio w grze mnie skosił koleś jakimś spitem, ja leciałem He 111 H-16, wcześniej z ręki rozwaliłem B-25, udało się, ale mnie nieźle podziurawił. Podleciał spit i mnie wykończył. Nie miałem już siły walczyć z kolejną myszą. Krótka wymiana zdań, 80% użytkowników lata z myszką (mniemam, że z IInstruktorem również), więc jak zbalansować, skoro na starcie jestem przegrany? Próbowałem z myszą, ale IInstruktor wie lepiej i kołysze mi samolotem na lewo i prawo, nie wiedzieć po co i z jakiej racji? Jakieś odwzorowanie? To dlaczego tego nie mam na joy`u? Puszczam joy i samolot sobie leci, równo i spokojnie, chyba, że są złe warunki atmosferyczne.

Teraz moje doświadczenia z angielską linią. Hurricane, Ruhr. Start. Nim nabiorę wysokości, cały team jest jakieś 1500m nade mną, a ja meczę przepustnicę, by ten samolot nabrał magicznej prędkości 300km/h. Nie wznoszę się mocno, ot, lekko, jak to robi się samolotem ze śmigłem. Ten samolot moim zdaniem się nie wznosi. Zaznaczam, latam na ustawieniach realistycznych, aka HB.

Co do latania Bfkami. Kiedyś w AB ktoś zapytał, jak latać Bf 109? Odpisałem, wysoko. To, że gros graczy wie, iż należy się wspinać, climb, climb, nie oznacza, że wie co z tymi maszynami robić dalej. Lecą wysoko, ot cała filzofia. Teraz angielskie, czy amerykańskie, które wspinają się jak muły na Mont Everest. Odpowiedź, dlaczego alianci dostają w tyłek, często, ale nie zawsze. Wsiadłem wczoraj do B-25, pierwsze co zobaczyłem, climb to at least 5k... bo się nas tam nie spodziewają. Także uczą się, powoli, ale się uczą.

Co do nauki latania. Nie jest to rzecz prosta, w Sturmoviku można było sobie ustawić 1 vs 1 na poziomie Ace, sobie dać FReal sterowanie i zabawa się zaczynała. Owszem, to maszyna i po pewnym czasie można się wyuczyć jak lata AI, ale na początek dobre i to. Tutaj, mam niestety skrzydłowych, którzy potrafią wlecieć mi przed nos, albo się rozbić. Nie ma jak ich wyłączyć. Trudno więc mi się odnieść do swoich umiejętności, skoro jestem atakowany przez myszkożerców, pewnie, gdybym latał lepiej, to na pewno bym sobie poradził, ale jak się nauczyć, gdy w walce nie ma na to czasu. Być celem nie jest zbyt miłe, bitwa w bitwę.

Raz dotrwałem (Friedrich) bardzo długo. Byłem wysoko, obserwowałem, nieudany atak kończyłem ucieczką w górę. Jak zaczęło się coś dziać, zorientowałem się... że zostałem już sam vs 4.

;)s

Piszecie sporo, ale ja do końca nie wiem, kto lata z joy`em, a kto lata samodzielnie, choćby na realistycznych. Z całym szacunkiem i bez osobistych wycieczek, po prostu jak czytam, chciałbym wiedzieć z jakiej perspektywy ktoś pisze o swoich doświadczeniach.

:salute:

medal

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do nauki latania. Nie jest to rzecz prosta, w Sturmoviku można było sobie ustawić 1 vs 1 na poziomie Ace, sobie dać FReal sterowanie i zabawa się zaczynała. Owszem, to maszyna i po pewnym czasie można się wyuczyć jak lata AI, ale na początek dobre i to. 

Custom battles są do bani w WT pod tym względem, ale... jest Wings of Prey, bardzo ale to bardzo podobne do WT (w końcu to Gajin) i tam można się pobawić. Nie wiem, ile teraz kosztuje, ale są promocje na Steamie i na jednej z nich za 2 euro kupiłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...